| Sal sportowych jak na lekarstwo. Miasto: Jest dobrze |
|
|
|
| wtorek, 19 października 2010 11:48 |
|
Rzeszowskie stowarzyszenia i kluby sportowe rozpaczliwie szukają przed zimą sal do treningów. Ale wolnych terminów nie ma. Sytuację komplikują przedłużające się kłopoty z halą Waltera. Jej niejasny od lat status to kłopoty nie tylko Policyjnego Towarzystwa Sportowego "Walter", ale i innych klubów i stowarzyszeń, które z niej korzystały. Brakuje sal gimnastycznych, hal sportowych dla dzieci i młodzieży ze stowarzyszeń i klubów sportowych i tych niezrzeszonych. - Urzędnicy za nic mają nasze potrzeby. Tak nie ma nigdzie indziej w Polsce. To wstyd - takie opinie słyszymy od działaczy wszystkich rzeszowskich stowarzyszeń sportowych. - Od tego, by zadbać o potrzeby młodzieży, są działacze klubów - mówił nam wielokrotnie Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. O potrzebie wspierania sportu dzieci i młodzieży nie trzeba przekonywać. Sport dobrze zorganizowany w stowarzyszeniach i klubach sportowych jest najlepszą alternatywą spędzania wolnego czasu dla młodzieży. W Rzeszowie samorząd o tym zapomina. Miasto decyzją prezydenta Tadeusza Ferenca zrezygnowało z możliwości przejęcia hali Waltera, przy szkołach brakuje sal gimnastycznych, a te budowane z wielkim mozołem nie zaspokajają zapotrzebowania. - Oddaliśmy przecież nowoczesną halę przy IV LO w Rzeszowie. Tam jest miejsce dla wielu sportowców. Niedługo zostanie oddana sala przy technikum elektronicznym. Zacznie się też budowa sali przy V LO. To mało? - mówi Chłodnicki. W IV LO dowiadujemy się, że poza kilkoma godzinami w sobotę i niedzielę nie ma już możliwości wynajęcia hali sekcjom. - Mamy codziennie po kilka telefonów, musimy odmawiać - mówi Janina Kuk z IV LO. - Nasze grupy młodzieżowe trenują w zimie w różnych miejscach. Także w Walterze i w tym roku też braliśmy pod uwagę Walter, ale chyba zrezygnujemy, bo nie wiadomo, jaka będzie przyszłość tej hali. Sam gram w piłkę, rekreacyjnie, ale wynajmujemy salę poza Rzeszowem, bo tu jest ich stanowczo za mało - mówi Marek Potępa, dyrektor Stali Rzeszów. Działacze sportowi mają pretensje do miasta o to, jak traktowani są pasjonaci społecznie zajmujący się młodzieżą. - Nie rozumiem, dlaczego Rzeszów tak bardzo różni się od innych miast. Samorząd powinien ułatwiać pracę klubom, a nie je lekceważyć - mówi Jacek Szczepaniak, prezes sekcji piłkarskiej Stali Rzeszów. Z takim lekceważeniem spotkali się działacze Stali, gdy zaproponowali miastu, by przy okazji planowanej przebudowy stadionu przesunąć wał przeciwpowodziowy w stronę Wisłoka, a na zyskanym miejscu wybudować dwa boiska treningowe. - Usłyszałem od urzędników, że w mieście jest dużo boisk. Tymczasem zorganizowanie wyjazdu na boisko np. Korony Załęże to poza logistyką także koszt, którego nie jesteśmy w stanie ponieść - mówi Szczepaniak. Podobne doświadczenia ma Grzegorz Bielec, prezes Stowarzyszenia Gimnastycznego Sokół. Gdy prosił prezydenta Tadeusza Ferenca o pomoc, usłyszał: - Ja nie jestem od tego, by wam zabezpieczać salę. O tym, jaki jest problem z salami sportowymi w mieście, świadczy kolejny przykład: na Walterze regularne zajęcia wf. mają dzieci z pogotowia opiekuńczego. - Korzystamy z Waltera od lat, bo nie mamy sali na lekcje wf. To osiem godzin tygodniowo - mówi Jolanta Milewska z pogotowia opiekuńczego. W Walterze trenują także zawodnicy z innych klubów. - Do hali przychodzą m.in.: gimnastycy, karatecy, rolkarze. Wiele sekcji chciałoby organizować zawody. Kolejka chętnych do wynajęcia sali jest długa, ale musimy odmawiać. Sala się marnuje, a miasto uznało, że nie jest mu potrzebna. To rażący brak kompetencji urzędników - mówi Roman Koterba, prezes Policyjnego Towarzystwa Sportowego "Walter". Kiedy nowy zarządca hali Waltera nakazał Policyjnemu Towarzystwu wyprowadzenie się z hali, prezydent Tadeusz Ferenc obiecał, że miasto znajdzie towarzystwu tymczasowy lokal. Stało się to 28 września podczas sesji rady miasta. Rzecznik prezydenta mówił wówczas: - Prezydent złożył deklarację i odpowiednie służby już zajęły się szukaniem sali dla Waltera. Po co angażować urzędników do szukania czegoś, czego nie ma? - pytaliśmy. - Nie wiemy, czy nie ma, dlatego urzędnicy szukają. Potrzebujemy trochę czasu - odpowiadał Chłodnicki. Po dwóch tygodniach rzecznik na pytanie, czy urzędnicy już coś znaleźli odpowiedział: - Nie szukają, bo dotychczas z Waltera nie dostaliśmy pisma z informacją, na kiedy i jaka sala jest im potrzebna. Komentarz To wszystko brzmi tragikomicznie. Rzeszowscy urzędnicy wbili sobie do głów, że robią wiele dla sportu dzieci i młodzieży, bo regularnie rosną wydatki na taki sport w mieście. Wygodnie jest im zapominać o tym, że porównywać raczej powinniśmy się do innych miast, gdzie działania na rzecz sportu dzieci i młodzieży są wymierne, gdzie samorząd inspiruje i wspomaga działaczy sportowych. Wypowiedzi w rodzaju: "nie jesteśmy od szukania wam sal" czy "w Rzeszowie są boiska, to sobie wynajmijcie" są żenujące i kompromitują samorząd. Do tego dochodzi traktowanie pracujących społecznie trenerów i działaczy jak natrętnych intruzów, którzy chcą się dorobić kosztem miasta. Jak bardzo hala Waltera potrzebna jest miastu, odczuli nie tylko sportowcy tego towarzystwa, ale wszystkich innych rzeszowskich klubów. To wszystko układa się w obraz wyjątkowej arogancji urzędników, którzy zapomnieli, że ich rolą jest służba lokalnej społeczności. O poczuciu i realizowaniu misji tylko wspomnę, bo nie ma co liczyć, że rzeszowscy urzędnicy wiedzą, co to znaczy. Jednak nie wolno im zapominać, że to właśnie społeczeństwo ich zatrudnia i ma prawo żądać w zamian troski i otwartości na potrzeby mieszkańców. Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów |