|
Małgorzata Chomycz, wojewoda podkarpacka, chce rozmawiać z ministrem obrony narodowej o przyszłości hali sportowej Walter w Rzeszowie.
- Myślę, że uda się nam dojść do porozumienia, ale potrzebna jest dobra wola wszystkich stron - mówi Chomycz.
A tymi stronami są nie tylko MON i Policyjne Towarzystwo Sportowe Walter. Istotna jest także postawa urzędu miasta. Stąd jednak od ponad trzech lat słyszmy: "To nie nasza sprawa, hala nie jest nasza".
- Właśnie postawę urzędu miasta i prezydenta mam na myśli, mówiąc, że potrzebna jest dobra wola wszystkich stron - mówi wojewoda Chomycz. Działacze Waltera od ponad trzech lat walczą o możliwość korzystania z hali, w której klub był przez blisko 60 lat. Do czasu przekazania hali z MSWiA do MON. Obecnie stowarzyszenie ma halę opuścić. Nie może jej wynajmować, by zarabiać na statutową działalność. Rosną długi stowarzyszenia. - Jak nic się nie zmieni, to przetrwamy może tylko do końca lipca, a potem trzeba będzie stąd pójść. Oczywiście majątek zostanie w hali, bo nie mamy gdzie go zabrać - mówią działacze. Wysłali m.in. pismo do ministra skarbu, w którym wskazują, że resort mógłby przekazać halę stowarzyszeniu na mocy Ustawy o gospodarce nieruchomościami. - Minister skarbu zgodnie z prawem może nawet dokonać darowizny na rzecz organizacji pożytku publicznego, a taką jest nasze stowarzyszenie. Jednak jeszcze nie doczekaliśmy się odpowiedzi - mówi Roman Koterba, prezes PTS Walter.
Wojewoda Chomycz jest dobrej myśli. - Już wstępnie rozmawialiśmy z ministrem obrony Bogdanem Klichem. Szukamy dobrego terminu, by zasiąść do stołu na dłuższą debatę na temat hali. Na pewno odbędzie się ona w najbliższym czasie. W tej sprawie jest wiele podobieństw do zawirowań wokół Domu Ukraińskiego w Przemyślu. Jest ona podobnie zagmatwana, ale skoro w przypadku przemyskim udało się w końcu znaleźć rozwiązanie, to dlaczego nie można by w sprawie hali Waltera? Będziemy informować o terminie spotkania z ministrem i o ustaleniach. Jestem dobrej myśli - kończy Chomycz.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
|