 - No i stało się najgorsze. To efekt bezmyślności i bezsensownego uporu władz miasta mówią działacze Policyjnego Towarzystwa Walter w Rzeszowie. Są załamani pismem, jakie otrzymali z wojskowego Rejonowego Zarządu Insfrastruktury w Lublinie. Szef RZI pułkownik Krzysztof Kochański wzywa PTS Walter do opuszczenia hali przy Langiewicza do 22 października.
 To dla nas katastrofa, do której doprowadzili miejscy urzędnicy - mówi prezes PTS Roman Koterba. Miasto mogło przejąć od policji halę i działkę na której stoi za symboliczne pieniądze (około 360 tysięcy złotych) końcem 2006 roku. Wtedy jednak prezydent Tadeusz Ferenc napisał do KW Policji w Rzeszowie: "...w celu prawidłowego wykorzystania obiektu proszę o rozważenie możliwości przekazania hali sportowej na rzecz wojska."
Równocześnie deklarował, że nie da zrobić krzywdy dzieciom z Waltera i nie dopuści do tego by 350 dzieci z pięciu sekcji sportowych, w tym reprezentanci Polski, wylądowało na ulicy.
Miasto jednak nie zrobiło nic by stowarzyszeniu pomóc, halę przejęło wojsko, które także deklarowało, że dzieci z sekcji sportowych będą mogły nadal w niej trenować. W czasie ostatnich blisko trzech lat pomoc deklarowali także politycy wszystkich opcji politycznych (m. in. Elżbieta Łukacijewska z PO, Andrzej Szlachta, Stanisław Ożog z PiS, Tomasz Kamiński z SLD). Działacze stowarzyszenia spotykali się z ministrem sportu, rozmawiali z urzędnikami MON. - Skończyło się jednak na deklaracjach pomocy - mówią rodzice dzieci trenujących w Walterze. Efekt jest taki, że do 22 października br. PTS Walter ma się wyprowadzić z hali w przeciwnym razie sprawa trafi do sądu. Opuszczenia hali żąda RZI, trwały zarządca hali Rejonowy Zarząd Infrastruktury w Lublinie. "...Łudzili nas niezagrożoną przyszłością naszej działalności zarówno przedstawiciele Wojska Polskiego jak i prezydent m. Rzeszowa Tadeusz Ferenc. Aktualnie rozkładają ręce i twierdzą, że zrobili wszystko co mogli. Cóż za hipokryzja!" napisali do premiera Donalda Tuska rodzice dzieci i działacze Waltera po otrzymaniu wezwania od RZI. - Liczymy na pomoc premiera bo do kogo jeszcze możemy się zwrócić. Obiecywali lokalni politycy, urzędnicy MON i resortu sportu, rozmawialiśmy nawet z wicemarszałkiem Sejmu Jerzym Szmajdzińskim i pozostały jedynie obietnice - mówi Andrzej Ankiersztejn, działacz Waltera. Zbierają podpisy rzeszowian. Ich lista ma także trafić do szefa rady ministrów. - Jeszcze do niedawna liczyliśmy, że wynikami sportowymi i wzorową pracą z młodzieżą przełamiemy urzędniczy opór. Mamy pięciu reprezentantów Polski. Judoczka Magda Tronina na ostatnich mistrzostwach Europy juniorów zdobyła brązowy medal. Jesteśmy trzecim klubem w Rzeszowie pod względem punktacji we współzawodnictwie dzieci. Nic to jednak nie dało - mówi rozgoryczony Roman Koterba. Do RZI w Lublinie PTS Walter wysłał prośbę o przesunięcie terminu opuszczenia hali do 31 grudnia br. - Jeszcze nie dostaliśmy tego pisma. Na pewno jednak rozpatrzymy wniosek Waltera, ale z jakim skutkiem nie wiem - tłumaczy Urszula Pawelczak Sikora, rzecznik RZI w Lublinie. Na listopad zapowiedziano rozegranie w hali Pucharu Polski w boksie organizowanego przez Polski Związek Bokserski. - Mamy jeszcze zaplanowanych kilka imprez o zasięgu ogólnopolskim. Rezygnacja z nich spowoduje konieczność zapłacenia kar umownych. To dobijanie Waltera - mówią w PTS Walter. Działacze Waltera, mimo niepewnej sytuacji, w ostatnich dwóch latach zdobyli kilku potencjalnych sponsorów generalnego remontu hali, mają pomysł jak wystarać się o środki unijne. - Jednak nie możemy zrobić nic bo nie mamy tytułu prawnego do hali. My utrzymywaliśmy halę od 20 lat i dawaliśmy sobie radę. Gdyby miasto ją przejęło w odpowiednim momencie i nam oddało w użytkowanie to nie byłaby ona ciężarem finansowym dla miasta. Tu można było zorganizować centrum sportów młodzieżowych, skupić wszystkie stowarzyszenia, ale naszych urzędników to nie interesuje, a wystarczyła tylko ich dobra wola. Ale i jej zabrakło - mówią z goryczą rodzice dzieci trenujących w Walterze. Dodają, że nawet krótka przerwa w ciągłości cyklu treningowego młodzieży zmarnuje wiele lat pracy trenerów i zawodników. Spowoduje także konieczność wycofania zespołów z rozgrywek. To wg nich strata nie do odrobienia. Co dziś ma do zaoferowania Walterowi miasto? - To nie jest nasz problem. Obecnie do hali Walter nic nie mamy. To sprawa MON i MSWiA. A zapewnienie bazy to obowiązek działaczy. Jednak mimo tego, że w Rzeszowie nie ma wolnych hal spróbujemy coś znaleźć dla Waltera - mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Tadeusza Ferenca. - Nigdzie w Rzeszowie nie ma miejsca gdzie można by zamontować matę judo czy zorganizować strzelnicę i w urzędzie miasta dobrze o tym wiedzą - kończą działacze Waltera.
Komentarz Trzyletni popis ignorancji, braku wyobraźni i lekceważenia społecznych potrzeb w wykonaniu rzeszowskiego urzędu miasta zakończył się według najgorszego scenariusza. 350 dzieci trenujących w Walterze wyląduje w efekcie na bruku bo nikt w urzędzie przez trzy lata nie wypracował dla nich żadnej alternatywy. Miasto, owszem, raz proponowało Walterowi przeniesienie się do... podziemi hali na Podpromiu. Do miejsca gdzie nie da się urządzić nawet szatni. Ma rację rzecznik Chłodnicki, że w Rzeszowie nie ma hal sportowych, że obecnie miasto nie jest stroną w sprawie Waltera, ale to zwykłe umywanie rąk. W dodatku gest wyjątkowo cyniczny bo nie kto inny jak prezydent Tadeusz Ferenc w 2006 roku odebrał miastu głos w sprawie, na piśmie sugerując policji przekazanie hali wojsku. Pozbycie się możliwości przejęcia za grosze hali, w której można by skupić działalność wszystkich stowarzyszeń sportowych w mieście, a potem tłumaczenie w stylu "nic nie mamy do tej hali" jest haniebne i kompromitujące. To prawda, że działacze mają zapewnić sportowcom bazę i możliwości treningu, ale miasto we własnym dobrze pojętym interesie powinno ich w tym wspierać i inspirować. Bo miasto to nie tylko budynki, drogi i trawniki to przede wszystkim ludzie, a jego przyszłość to młodzież, którą prezydent i jego urzędnicy zlekceważyli. Marek Kruczek
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
|